Tegoroczna EDK ze Skierniewic do Białej Rawskiej była moją szóstą z kolei. Miała być piątą, którą pokonam, niosąc krzyż wykonany własnoręcznie po przejściu pierwszej. Wypisywałem na nim daty oraz zaliczone trasy. Myślałem, że zmieszczę na nim ponad 20 edycji. Ale Bóg miał inny plan.
Jeszcze zanim dotarłem do pierwszej stacji, podszedł do mnie młody chłopak z pytaniem, czy może ponieść krzyż. Zgodziłem się, a on od razu uciekł. Chciałem go gonić, ale szybko się zatrzymałem. Byłem zły. Na niego, na siebie, na Pana Boga. Jednak postanowiłem iść dalej – bez krzyża.
Szybko przyszło natchnienie, że Bogu nie podoba się ten rodzaj „nagrody”, którą sam sobie przyznawałem. Że nagroda i ślad po każdej EDK mają zostać w sercu, w nawróceniu, w głowie, w sposobie myślenia i działania.
Dodałem chłopaka do swoich intencji i doszedłem do 14. stacji. Niech krzyż, który zabrał w celu wyszydzenia i wyśmiania, nawraca go, prowadzi, dodaje mu łask Bożych i czyni w jego życiu cuda.
Tomek

